środa, 23 lipca 2014

Strona II

Wtorek 19 września 1846 rok.

Witam ponownie. Nie przedstawię się, gdyż mnie już znasz. Po długich przemyślenia dotyczących wczorajszego dnia to chyba się zakochałam... nie chyba lecz na pewno! Jest jeden mały problem, a mianowicie ojciec wybrał mi już narzeczonego, którego jeszcze nigdy nie widziałam. Niegdyś dowiedziałam się o nim tylko, że jest ciemnowłosy i dobrze zbudowany... a gdzie szczegóły? Nikt nie chciał mi więcej powiedzieć. Miałam się z nim zapoznać dopiero w wieku 18 lat czyli za 5 miesięcy i jeden dzień. Tak, urodziny mam 20 lutego. Przechodząc ponownie do Luc'a <nie wiem czy to pełne imię czy też jego skrót> to wiem, że coś do niego czuję ale to absurd... znam go tylko jeden dzień i w dodatku nie zamieniłam z nim ani jednego słowa. To nic. Przechodząc do mojego dnia.

Obudzono mnie dzisiaj o szóstej lub parę minut po niej. Anna pomogła mi się ubrać i zaplotła mi warkocz. Zeszłam na śniadanie. Matka wydawała się poddenerwowana. Jedząc trzęsły jej się ręce. Szło to jednak zauważyć przyglądając się jej kruchej postaci. Długie ciemne włosy dziś miała rozczochrane, suknie pogniecioną, a jej oczy nie miały tego samego blasku co dzień wcześniej. Wczoraj był u nas lekarz, bo skarżyła się ona na przewlekły ból głowy. Postanowiłam się jej o coś spytać.
-Lekarz postawił jakąś diagnozę?
Spotkałam się z ciszą, gdy rodzice wymieniali spojrzenia między sobą- nie odpowiedzieli mi. Jakby to było coś poważnego to usłyszałabym odpowiedź? Nie wiem.
Wolałam o nic więcej nie pytać.
Po śniadaniu Anna zaprowadziła mnie na lekcję francuskiego, którego uczyłam się już sześć lat. Umiem go chyba do perfekcji i nawet nabyłam akcent, gdyż uczy mnie go Francuz.
Na lekcji prowadziliśmy konwersację na temat chorób. Dziwne... omawialiśmy temat co by się stało, gdyby zachorował nasz członek rodziny na nieuleczalną chorobę.

Resztę dnia minęła całkiem dobrze. Spacerowałam przez parę godzin po różanym ogrodzie. Kocham te kwiaty... kojarzą mi się z delikatnością, którą broni cierń. Ze swoimi przemyśleniami znów zostaję sama... jest mi źle.

Kończę pisać, gdyż muszę iść już spać by się jutro wcześniej obudzić.
Żegnam.

piątek, 11 lipca 2014

Strona I

Poniedziałek, 18 września 1846 rok

Witam. Może się drogi pamiętniku przedstawię. Nazywam się Cloudine Crown. Mieszkam w rezydencji na przedmieściach takiego miasta jak Bristol w Wielkiej Brytanii. Mam długie kruczoczarne włosy oraz mleczną cerę, którą inni porównują do barwy płatka śniegu. Mam mały tatuaż na kostce z kokardką. Jestem arystokratką... Mój ojciec jest Lordem i zarazem właścicielem największej tkalni w państwie.
Ludzie, którzy nie znają mnie twierdzą, że jestem bachorem lecz co oni mogą wiedzieć...?
Zapomniałam dodać, że mam 17 lat i posługuję się 5 językami: angielskim, niemieckim, łaciną, francuskim oraz włoskim.

Dzisiejszy poniedziałek był bardzo przyjemny. 
Do ojca przyjechał przedstawiciel handlowy w sprawię jedwabiu do sukien. Był bardzo przystojny.
Podczas, gdy rozmawiali, ja się przyglądałam przybyszowi.
Jego cera miała odcień kości słoniowej, a jego blond włosy od czasu do czasu przesłaniały mu idealnie niebieskie oczy. Ubrany był elegancko, jak należy. Miał nienaganne maniery... i coś mnie zdziwiło, był wyższy niż osoby w moim otoczeniu, które miały zazwyczaj około metry osiemdziesiąt. Na oko był wyższy od mojego ojca o jakieś 10-15 cm, a ode mnie? Hmmm... jakieś 20-25 cm. No cóż... nie ukryję faktu, że jestem mała i drobna.
Nieznajomy zauważył mnie... szybko schowałam się na szczycie schodów.
Po chwili usłyszał jak ojciec mówi głośnym tonem, a taki używał, gdy coś mu odpowiadało i się z czymś zgadzał:
- No cóż, dobrze Luc. Przyjedź raz jeszcze za tydzień ale tym razem nie zapomnij próbek i umowy. 
Ucieszyłam się z dwóch powodów. Pierwszy- znowu go zobaczę. Drugi- wiem jak ma na imię. 
Zeszłam ze schodów w momencie, gdy się żegnali aby przejść do biblioteki. Wtedy Luc spytał się mojego ojca.
- Tom, kim jest ta pani?
- To moja córka, Cloudine pożegnaj się z panem.
Zrobiłam tak jak ojciec kazał... na pożegnanie chłopak pocałował mnie w rękę i życzył miłej nocy. Uśmiechnął się... 
-Ma piękny uśmiech. - pomyślałam.

Jest teraz po dwudziestej drugiej więc idę spać.
Dobranoc