Wtorek 19 września 1846 rok.
Witam ponownie. Nie przedstawię się, gdyż mnie już znasz. Po długich przemyślenia dotyczących wczorajszego dnia to chyba się zakochałam... nie chyba lecz na pewno! Jest jeden mały problem, a mianowicie ojciec wybrał mi już narzeczonego, którego jeszcze nigdy nie widziałam. Niegdyś dowiedziałam się o nim tylko, że jest ciemnowłosy i dobrze zbudowany... a gdzie szczegóły? Nikt nie chciał mi więcej powiedzieć. Miałam się z nim zapoznać dopiero w wieku 18 lat czyli za 5 miesięcy i jeden dzień. Tak, urodziny mam 20 lutego. Przechodząc ponownie do Luc'a <nie wiem czy to pełne imię czy też jego skrót> to wiem, że coś do niego czuję ale to absurd... znam go tylko jeden dzień i w dodatku nie zamieniłam z nim ani jednego słowa. To nic. Przechodząc do mojego dnia.
Obudzono mnie dzisiaj o szóstej lub parę minut po niej. Anna pomogła mi się ubrać i zaplotła mi warkocz. Zeszłam na śniadanie. Matka wydawała się poddenerwowana. Jedząc trzęsły jej się ręce. Szło to jednak zauważyć przyglądając się jej kruchej postaci. Długie ciemne włosy dziś miała rozczochrane, suknie pogniecioną, a jej oczy nie miały tego samego blasku co dzień wcześniej. Wczoraj był u nas lekarz, bo skarżyła się ona na przewlekły ból głowy. Postanowiłam się jej o coś spytać.
-Lekarz postawił jakąś diagnozę?
Spotkałam się z ciszą, gdy rodzice wymieniali spojrzenia między sobą- nie odpowiedzieli mi. Jakby to było coś poważnego to usłyszałabym odpowiedź? Nie wiem.
Wolałam o nic więcej nie pytać.
Po śniadaniu Anna zaprowadziła mnie na lekcję francuskiego, którego uczyłam się już sześć lat. Umiem go chyba do perfekcji i nawet nabyłam akcent, gdyż uczy mnie go Francuz.
Na lekcji prowadziliśmy konwersację na temat chorób. Dziwne... omawialiśmy temat co by się stało, gdyby zachorował nasz członek rodziny na nieuleczalną chorobę.
Resztę dnia minęła całkiem dobrze. Spacerowałam przez parę godzin po różanym ogrodzie. Kocham te kwiaty... kojarzą mi się z delikatnością, którą broni cierń. Ze swoimi przemyśleniami znów zostaję sama... jest mi źle.
Kończę pisać, gdyż muszę iść już spać by się jutro wcześniej obudzić.
Żegnam.